wtorek, 30 września 2014

Koniec!






Lato minęło, a razem z nim przeminęły wakacje. Choć te moje były troszkę dłuższe z racji, że studentka ze mnie.

No i....   już od czwartku zacznie się moja przeprawa przez trzeci rok Pedagogiki. Tuż, tuż pisanie licencjatu.

A w tym czasie mój mały chłopczyk będzie upajał się towarzystwem swojej babci. Już od paru tygodni przyzwyczajam ich oboje do swojej obecności co by nie było kłopotu z Młodym gdy Matka wyrodna zostawiać bedzie go prawie na całe dnie.
Mimo, iż praktycznie widywali się codziennie to lepiej moim zdaniem było przyzwyczajać ich do obecności sam-na-sam.

Zostawienie małego z babcią było dla nas najkorzystniejszą alternatywą. Dyspozycyjna. Pilnuje tylko naszego malca. Jesteśmy zachwyceni z jej" usług".

 Nie byłam zachwycona pomysłem zostawienia go w żłobku:
po pierwsze- mnóstwo chorób- z kim zostawiłabym go w razie choroby? Bo rezygnacja z zajęć raczej nie wchodziłby w grę. z uwagi iż mąż mój w delegacji jego wolne raczej też nie byłoby możliwe.
po drugie- bałabym się zostawić go tam dlatego że to wcześniak i nie chciałabym narażać go na wyżej wymieniony pkt.
po trzecie- cholernie trudno jest znaleźć porządny żłobek, który wzbudziłby moje zaufanie od samego początku
po czwarte- na opiekunkę mnie nie stać, a i pewnie musiałabym go dowozić na drugi koniec miasta

Także cieszę się, ze istnieje instytucja BABCI  i że mam taką w zasięgu ręki, która takowym wnukiem zająć się zachciała.



środa, 3 września 2014

Iść czy nie?






Chodzi oczywiście o pójście do pracy. po wakacjach czy po urlopie jakiegokolwiek rodzaju.
przed takim pytaniem stawia nas zazwyczaj  życie.
Ostatnio coraz częściej zadaje sobie to pytanie.

Wiadomo, że jest wiele czynników, które warunkują powodzenie naszej misji:

Po PIERWSZE -czy jest to opłacalne?

Po podsumowaniu kosztów dojazdów, opiekunki czy przedszkola nie zawsze się to po prostu kalkuluje. zdarza sie, że więcej wydamy niż zarobimy w tej naszej pracy.

Po DRUGIE -Czy to jest dobre dla naszego dziecka?

Wiadomo, że są takie sytuacje, w których nie mamy wyjścia i sytuacja finansowa tego od nas wymaga, ale jeżeli jest inaczej czy nie lepiej zostać i jeszcze trochę nacieszyć się naszym małym szczęściem? mówię tu o małych dzieciach w wielu przedprzedszkolnym
Ja jestem zdania, że dziecko w wieku 3 lat powinno iść do przedszkola. poznawać nowe dzieci, zawierać znajomości. w tym wieku potrzebują one kontaktów z rówieśnikami. Wiele się od nich uczy, poszerza swój słownik o nowe zasoby słów.
Wiadomo że np. na wsi takie przedszkola dla 3-latków nie są w stanie zapewnić nam opieki na cały dzień naszego pobytu w pracy.
W mojej wsi przedszkole dla 3-5-latków dofinansowywane jest od 4 lat z Unii Europejskiej i
  napewno wiele mam się cieszy, że takowe stworzono. Maja trochę czasu na ogarniecie domu, ugotowanie obiadu, albo chociażby dla siebie samej.
przedszkole jest czynne od 8 rano do południa, wiec to tylko 4 godziny. Dla takiego maluszka jest to jednak czas bez mamy, ale panie przedszkolanki doskonale ten czas gospodarują. Dzieci nawet nie wiedza kiedy ten czas mija i trzeba wracać do domu.

Po TRZECIE- czy jestem stworzona do siedzenie w domu?

Każda z nas ma ambicje, aspiracje, większe bądź mniejsze.
Nie wyobrażam sobie, żeby po skończeniu studiów siedzieć w domu. Chyba, że sytuacja będzie tego wymagała. Natomiast, jeżeli nadarzy się taka okazja to bez zastanowienia podejmę  wyzwanie. 
Nie jestem domatorką. potrzebuje kontaktu z ludźmi, ze światem. nie chce tego kontaktu ograniczać do sąsiadki czy rodziny.

Po CZWARTE- co na ten pomysł powiedzą nasi mężczyźni?

Spotkałam się z tym w moim otoczeniu, że faceci nie podzielają entuzjastycznie tego pomysłu. Czasami  ze względu na pieniądze, ale też często przez zazdrość.

Ale można przecież i tak:





wtorek, 2 września 2014

No przecież ty nic w domu nie robisz!



Takie oto zdanie usłyszałam ostatnio od mojego Kochanego męża.

Nie ukrywam, że jak stałam tak mnie zamurowało, zatkało i w ogóle byłam tak zdezorientowana, że  nie wiedziałam co w danej chwili powiedzieć.
Po prostu przegiął!
Jak tak można w ogóle powiedzieć kobiecie?!

Sam w domu nie sprząta, rzadko  pierze (ogranicza się to do włączenia pralki) , bardzo rzadko gotuje, nie zmywa. No powiedzmy szczerz, że jego obowiązki domowe ograniczają się ( w jego mniemaniu) do przyniesienia opału (ZIMĄ!)
Z młodym czasami się pobawi .
Ja rozumiem, że praca w delegacji jak każda zresztą inna jest wyczerpująca.  Nie uprawnia  go to do tego by takie oto stwierdzenia rzucać w moim kierunku.
Fakt!
 Do pedantek to ja nie należę!
 Ale w domu zawsze czysto i wszystko zrobione. Ze ścierą codziennie nie latam i kurzy nie ścieram, podłóg codziennie nie myje.
Wiadomo przecież, że nie będę go wyręczała w każdej czynności.
Poza tym małym nieporozumieniem jest cudownym mężem ale jak wiadomo nie ma ideałów. Każdemu się czasami coś chlapnie i później  ciężko z tego wybrnąć. nie obeszło się bez kary. Powiedziałam mu później o co chodzi, no bo przecież mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus. Okazało sie, że on nawet nie pamiętał, że takie słowa wypłynęły z jego ust.
 No cóż pamięć dobra, ale bardzo krótka.
Praca w domu jest taka, jak każda inna. Tyle, że za nią nie dostaje się wynagrodzenia.
 Rzadko zdarza się dostać pochwałę , a o docenieniu jej to już w ogóle mówimy w szczególnych przypadkach.
Facet, który nigdy nie zajmował się domem nie ma zielonego pojęcia gdzie co jest.
Trzeba tu także zwrócić uwagę na nasze "kochane" teściowe- zwłaszcza te starszej daty- kiedy to za ich młodzieńczych lat to tylko i wyłącznie one zajmowały się domem. To też przestroga dla nas na przyszłość, co do spostrzegania w przyszłości przyszłych kobiet naszych synów.

 Tak oto powstał w głowie naszych  mężczyzn model KOBIETY kury domowej. Tę oto wizję swojej małżonki wprowadzają w życie w swoich domach.
nie mówię tu o wszystkich panach -zdarzają się wyjątki.
Tak, są na tym świecie panowie, którzy pomagają swoim partnerką w codziennych obowiązkach.

Każda kobieta potrzebuje uwagi i tego żeby ją chwalić, podziwiać. W życiu każdej z nas powinno także znaleźć się czas na zadbanie o siebie.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się podczas oglądania płytek do kuchni.
Także Panowie zważajcie na słowa bo Matka-Kobieta to ostatnia osoba na świecie, którą posądzić można o nic nierobienie :)

A nam potrzebne jest od czasu takie prawdziwe nic nierobienie :D

poniedziałek, 1 września 2014

pozwalać oglądać czy nie?!






Ostatnio w pewnej gazecie dla mam przeczytałam, że małe dzieci, które właśnie zaczynają mówić ,a w tym etapie oglądają telewizję, mówią znacznie mniej słów niż te które tego nie robią
Tzn. maluchy pozbawione tej sposobności mówią nieco ponad 900 słów a te drugie o prawie 750 słów mniej. 

Czyżby telewizja tyle zabierała naszym dzieciom?

Mój maluch ma dopiero 1,5 roku i jedyne co go interesuje to reklamy i muzyka w nich występująca pod każda postacią. Więc sama nie jestem w stanie tego jeszcze stwierdzić.  Poruszyłam jednak ten temat u mojej przyjaciółki, która ma już nieco doświadczenia w tych sferach . Uznała ona , że jest wręcz odwrotnie. Jej teraz już 4-letni synek bardzo dużo słów nauczył się z telewizji, tych dobrych. poznał wiele zwrotów grzecznościowych, bo wiadomo, że w życiu codziennym nie zawsze jest sposobność aby niektóre dzieciom zademonstrować. Nauczył się również wiele fajnych piosenek.

Wiadomo jednak, że wszystko ma swoje dobre i złe strony. Nie chodzi przecież o to by włączyć dziecku telewizor i  mieć  je na pół dnia z głowy, chociaż pewnie niejedna z nas  cieszyłoby takie rozwiązanie. Ma się wtedy  czas, żeby zająć sie pracami domowymi, sobą itd. 
 
No i podstawowa spraw, że rodzice często nie maja pojęcia co oglądają ich pociechy. W telewizji jest teraz wiele kanałów przeznaczonych dla dzieci, ale czy lecą tam bajki przeznaczone wyłącznie dla nich. No właśnie, że nie!
Wiele jest w nich przemocy, agresji i słów, które nie powinny znaleźć się w słowniku tak małego człowieka. 

Moim zdaniem nie powinno się zabraniać dziecku tego całkowicie.nie znam osobiście nikogo kto przestrzegałby tej zasady tak rygorystycznie, z jednym małym wyjątkiem

Gdy byłam na zastępstwie w przedszkolu spotkałam się tam z takim przypadkiem.  Dzieci nie miały dostępu do telewizora i jakichkolwiek bajek. Czasami oglądały z rodzicami filmy dla dorosłych na komputerze. Wyobraźcie sobie, że ten 2-latek i ta 4latka były totalnie wyobcowane.
Nie potrafiły odnaleźć się w grupie przedszkolnej. Nie miały wspólnych tematów z rówieśnikami.  Nie znali najbardziej powszechnych bajek takich jak np. Kubuś Puchatek.

Ten przykład jest najlepszym dowodem na to, że wszystkie zakazy należy  stosować w granicach zdrowego rozsądku.