środa, 15 października 2014

Dziś Dzień Dziecka...

Dziś obchodzony jest dzień Dziecka Utraconego. Dzień,  którego żadna matka nie chciałaby obchodzić.  Ja niestety do takich się zaliczam.

Minęło 19 miesiecy a ja pamiętam ten telefon jakby to bylo wczoraj.
Był dzień przed prima aprilis. Można by pomyśleć że zycze zrobiło nam przedwczesny żart... wcale nie śmieszny.
Zdjęcia z inkubatora zachowam do konca życia.  Chociażby na pamiątkę. Po to żeby pokazać Młodemu,  że u mamy w brzuszku nie był sam i że Ona czeka na nas tam na górze.

Mąż mówił żeby zdjecia usunąć,  ale tego nie da sie wymazać z naszego życia.  Stało się. Życie toczy sie dalej ale bez niej.
Ciagle placze jak tylko o niej mysle. Już nie tak często jak kiedyś...
cmentarz to ostatnie miejsce, ktore mam ochote odwiedzac a teraz w szczegolnosci.

Coreczko nasza kochana zawsze będziemy o Tobie pamiętać [*]

wtorek, 30 września 2014

Koniec!






Lato minęło, a razem z nim przeminęły wakacje. Choć te moje były troszkę dłuższe z racji, że studentka ze mnie.

No i....   już od czwartku zacznie się moja przeprawa przez trzeci rok Pedagogiki. Tuż, tuż pisanie licencjatu.

A w tym czasie mój mały chłopczyk będzie upajał się towarzystwem swojej babci. Już od paru tygodni przyzwyczajam ich oboje do swojej obecności co by nie było kłopotu z Młodym gdy Matka wyrodna zostawiać bedzie go prawie na całe dnie.
Mimo, iż praktycznie widywali się codziennie to lepiej moim zdaniem było przyzwyczajać ich do obecności sam-na-sam.

Zostawienie małego z babcią było dla nas najkorzystniejszą alternatywą. Dyspozycyjna. Pilnuje tylko naszego malca. Jesteśmy zachwyceni z jej" usług".

 Nie byłam zachwycona pomysłem zostawienia go w żłobku:
po pierwsze- mnóstwo chorób- z kim zostawiłabym go w razie choroby? Bo rezygnacja z zajęć raczej nie wchodziłby w grę. z uwagi iż mąż mój w delegacji jego wolne raczej też nie byłoby możliwe.
po drugie- bałabym się zostawić go tam dlatego że to wcześniak i nie chciałabym narażać go na wyżej wymieniony pkt.
po trzecie- cholernie trudno jest znaleźć porządny żłobek, który wzbudziłby moje zaufanie od samego początku
po czwarte- na opiekunkę mnie nie stać, a i pewnie musiałabym go dowozić na drugi koniec miasta

Także cieszę się, ze istnieje instytucja BABCI  i że mam taką w zasięgu ręki, która takowym wnukiem zająć się zachciała.



środa, 3 września 2014

Iść czy nie?






Chodzi oczywiście o pójście do pracy. po wakacjach czy po urlopie jakiegokolwiek rodzaju.
przed takim pytaniem stawia nas zazwyczaj  życie.
Ostatnio coraz częściej zadaje sobie to pytanie.

Wiadomo, że jest wiele czynników, które warunkują powodzenie naszej misji:

Po PIERWSZE -czy jest to opłacalne?

Po podsumowaniu kosztów dojazdów, opiekunki czy przedszkola nie zawsze się to po prostu kalkuluje. zdarza sie, że więcej wydamy niż zarobimy w tej naszej pracy.

Po DRUGIE -Czy to jest dobre dla naszego dziecka?

Wiadomo, że są takie sytuacje, w których nie mamy wyjścia i sytuacja finansowa tego od nas wymaga, ale jeżeli jest inaczej czy nie lepiej zostać i jeszcze trochę nacieszyć się naszym małym szczęściem? mówię tu o małych dzieciach w wielu przedprzedszkolnym
Ja jestem zdania, że dziecko w wieku 3 lat powinno iść do przedszkola. poznawać nowe dzieci, zawierać znajomości. w tym wieku potrzebują one kontaktów z rówieśnikami. Wiele się od nich uczy, poszerza swój słownik o nowe zasoby słów.
Wiadomo że np. na wsi takie przedszkola dla 3-latków nie są w stanie zapewnić nam opieki na cały dzień naszego pobytu w pracy.
W mojej wsi przedszkole dla 3-5-latków dofinansowywane jest od 4 lat z Unii Europejskiej i
  napewno wiele mam się cieszy, że takowe stworzono. Maja trochę czasu na ogarniecie domu, ugotowanie obiadu, albo chociażby dla siebie samej.
przedszkole jest czynne od 8 rano do południa, wiec to tylko 4 godziny. Dla takiego maluszka jest to jednak czas bez mamy, ale panie przedszkolanki doskonale ten czas gospodarują. Dzieci nawet nie wiedza kiedy ten czas mija i trzeba wracać do domu.

Po TRZECIE- czy jestem stworzona do siedzenie w domu?

Każda z nas ma ambicje, aspiracje, większe bądź mniejsze.
Nie wyobrażam sobie, żeby po skończeniu studiów siedzieć w domu. Chyba, że sytuacja będzie tego wymagała. Natomiast, jeżeli nadarzy się taka okazja to bez zastanowienia podejmę  wyzwanie. 
Nie jestem domatorką. potrzebuje kontaktu z ludźmi, ze światem. nie chce tego kontaktu ograniczać do sąsiadki czy rodziny.

Po CZWARTE- co na ten pomysł powiedzą nasi mężczyźni?

Spotkałam się z tym w moim otoczeniu, że faceci nie podzielają entuzjastycznie tego pomysłu. Czasami  ze względu na pieniądze, ale też często przez zazdrość.

Ale można przecież i tak:





wtorek, 2 września 2014

No przecież ty nic w domu nie robisz!



Takie oto zdanie usłyszałam ostatnio od mojego Kochanego męża.

Nie ukrywam, że jak stałam tak mnie zamurowało, zatkało i w ogóle byłam tak zdezorientowana, że  nie wiedziałam co w danej chwili powiedzieć.
Po prostu przegiął!
Jak tak można w ogóle powiedzieć kobiecie?!

Sam w domu nie sprząta, rzadko  pierze (ogranicza się to do włączenia pralki) , bardzo rzadko gotuje, nie zmywa. No powiedzmy szczerz, że jego obowiązki domowe ograniczają się ( w jego mniemaniu) do przyniesienia opału (ZIMĄ!)
Z młodym czasami się pobawi .
Ja rozumiem, że praca w delegacji jak każda zresztą inna jest wyczerpująca.  Nie uprawnia  go to do tego by takie oto stwierdzenia rzucać w moim kierunku.
Fakt!
 Do pedantek to ja nie należę!
 Ale w domu zawsze czysto i wszystko zrobione. Ze ścierą codziennie nie latam i kurzy nie ścieram, podłóg codziennie nie myje.
Wiadomo przecież, że nie będę go wyręczała w każdej czynności.
Poza tym małym nieporozumieniem jest cudownym mężem ale jak wiadomo nie ma ideałów. Każdemu się czasami coś chlapnie i później  ciężko z tego wybrnąć. nie obeszło się bez kary. Powiedziałam mu później o co chodzi, no bo przecież mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus. Okazało sie, że on nawet nie pamiętał, że takie słowa wypłynęły z jego ust.
 No cóż pamięć dobra, ale bardzo krótka.
Praca w domu jest taka, jak każda inna. Tyle, że za nią nie dostaje się wynagrodzenia.
 Rzadko zdarza się dostać pochwałę , a o docenieniu jej to już w ogóle mówimy w szczególnych przypadkach.
Facet, który nigdy nie zajmował się domem nie ma zielonego pojęcia gdzie co jest.
Trzeba tu także zwrócić uwagę na nasze "kochane" teściowe- zwłaszcza te starszej daty- kiedy to za ich młodzieńczych lat to tylko i wyłącznie one zajmowały się domem. To też przestroga dla nas na przyszłość, co do spostrzegania w przyszłości przyszłych kobiet naszych synów.

 Tak oto powstał w głowie naszych  mężczyzn model KOBIETY kury domowej. Tę oto wizję swojej małżonki wprowadzają w życie w swoich domach.
nie mówię tu o wszystkich panach -zdarzają się wyjątki.
Tak, są na tym świecie panowie, którzy pomagają swoim partnerką w codziennych obowiązkach.

Każda kobieta potrzebuje uwagi i tego żeby ją chwalić, podziwiać. W życiu każdej z nas powinno także znaleźć się czas na zadbanie o siebie.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się podczas oglądania płytek do kuchni.
Także Panowie zważajcie na słowa bo Matka-Kobieta to ostatnia osoba na świecie, którą posądzić można o nic nierobienie :)

A nam potrzebne jest od czasu takie prawdziwe nic nierobienie :D

poniedziałek, 1 września 2014

pozwalać oglądać czy nie?!






Ostatnio w pewnej gazecie dla mam przeczytałam, że małe dzieci, które właśnie zaczynają mówić ,a w tym etapie oglądają telewizję, mówią znacznie mniej słów niż te które tego nie robią
Tzn. maluchy pozbawione tej sposobności mówią nieco ponad 900 słów a te drugie o prawie 750 słów mniej. 

Czyżby telewizja tyle zabierała naszym dzieciom?

Mój maluch ma dopiero 1,5 roku i jedyne co go interesuje to reklamy i muzyka w nich występująca pod każda postacią. Więc sama nie jestem w stanie tego jeszcze stwierdzić.  Poruszyłam jednak ten temat u mojej przyjaciółki, która ma już nieco doświadczenia w tych sferach . Uznała ona , że jest wręcz odwrotnie. Jej teraz już 4-letni synek bardzo dużo słów nauczył się z telewizji, tych dobrych. poznał wiele zwrotów grzecznościowych, bo wiadomo, że w życiu codziennym nie zawsze jest sposobność aby niektóre dzieciom zademonstrować. Nauczył się również wiele fajnych piosenek.

Wiadomo jednak, że wszystko ma swoje dobre i złe strony. Nie chodzi przecież o to by włączyć dziecku telewizor i  mieć  je na pół dnia z głowy, chociaż pewnie niejedna z nas  cieszyłoby takie rozwiązanie. Ma się wtedy  czas, żeby zająć sie pracami domowymi, sobą itd. 
 
No i podstawowa spraw, że rodzice często nie maja pojęcia co oglądają ich pociechy. W telewizji jest teraz wiele kanałów przeznaczonych dla dzieci, ale czy lecą tam bajki przeznaczone wyłącznie dla nich. No właśnie, że nie!
Wiele jest w nich przemocy, agresji i słów, które nie powinny znaleźć się w słowniku tak małego człowieka. 

Moim zdaniem nie powinno się zabraniać dziecku tego całkowicie.nie znam osobiście nikogo kto przestrzegałby tej zasady tak rygorystycznie, z jednym małym wyjątkiem

Gdy byłam na zastępstwie w przedszkolu spotkałam się tam z takim przypadkiem.  Dzieci nie miały dostępu do telewizora i jakichkolwiek bajek. Czasami oglądały z rodzicami filmy dla dorosłych na komputerze. Wyobraźcie sobie, że ten 2-latek i ta 4latka były totalnie wyobcowane.
Nie potrafiły odnaleźć się w grupie przedszkolnej. Nie miały wspólnych tematów z rówieśnikami.  Nie znali najbardziej powszechnych bajek takich jak np. Kubuś Puchatek.

Ten przykład jest najlepszym dowodem na to, że wszystkie zakazy należy  stosować w granicach zdrowego rozsądku.

wtorek, 22 kwietnia 2014

punkt widzenia zależy od ...



Nie dalej jak kilka dni temu zostałam oskarżona o to, że jestem złą matką dla mojego synka. Dlaczego? bo mam zasady, które staram się wprowadzać od maleńkiego i staram się aby synek ich przestrzegał ale nie tylko. Na co dzień studiuje i pozostaje z nim moja mama, której też wpoiłam reguły jakimi ma dążyć w postępowaniu na co dzień z moim malcem. wracając do tego dlaczego uważa się mnie za złą matkę, a dlatego, że ( synek właśnie skończył rok) nie nosze go na rękach i każe usypiać mu samemu w łóżeczku a powinnam bujać i nosić do skutku( czyli dopóki nie uśnie).

Halo! Takie rzeczy to na pewno nie w moim domu.

Zostało to chyba odebrane tak, jakbym go w ogóle nie przytulała i była dla niego szorstka. Nie wychowuje go na żołnierza. Chcę, aby był grzeczny i wiedział co mu wolno a czego nie. wiedział, że są zasady których trzeba przestrzegać, przez co nauczy się też szacunku. Noszenie na rękach w tym wieku to samo-zło. Dziecko szybko przyzwyczaja się do dobrego. Mój mąż czasami na przekór mi próbował usypiać Młodego na rękach ale skutkiem było albo zaśnięcie i tak w łóżeczku, do czego jest przyzwyczajony, albo kończyło się opuszczeniem drzemki bo Tatuś sobie nie poradził. Czytając blogi innych mam często w komentarzach pod wpisami natrafiałam się na takie, których żaliły się ile trwa usypianie dzieci i jakie różne sposoby i metody stosują aby je do pójścia spać przekonać-zmusić.

 Nauczenie zasypiania samemu w łóżeczku trwało 2 dni i wylaniem litrów łez ( nie przeze mnie), ale jak się zawezmę to cel osiągnę. i tak od kilkunastu tygodni zasypiamy sami.
Ato,że się dziecko usypiało do 2 roku życia na rękach, nie pozwala drugiej matce na to by mówić , że ta jest zła. No ludzie, bez przesady.
W czym ja niby jestem gorsza. Ja równie często przytulam swoje dziecko co ta druga. nosić taż nie ma co, bo właśnie zaczyna chodzić a na rękach u mnie czy u kogoś innego raczej tego nie zrobi.


piątek, 11 kwietnia 2014

szczepionka synagis. co to takiego

21 marca zakończyliśmy cylkl szczepień Synagis. Składał się n z 6 szczepionek podawanych w miesięcznych odstępach. Dawka podawana była do mięśniowo w mięsień czworogłowy uda. Szczepienia podawane byly w szpitalu. Zawsze przed podaniem szczepionki dziecko bylo wazone i badane przez lekarza. Ważenie było niezbędne, gdyż ilość leku podawana była na podstawie masy 15mg/kg.

Co to jest?
Ta szczepionka dla wcześniaków wzmacnia odporność na wirusa RS, wywołującego zapalenie płuc.
Synagis należy stosować w celu zapobiegania zakażeniom wirusem RS dolnych dróg oddechowych u dzieci z grup zwiększonego ryzyka:

wcześniaki poniżej 32. tygodnia ciąży,
niemowlęta z przewlekłą chorobą płuc,
mukowiscydozą, dysplazją oskrzelowo-płucną,
astmą oskrzelową,
może być podawany wszystkim pozostałym niemowlętom.

Wirus RSV jest głównym patogenem odpowiedzialnym za infekcje dróg oddechowych u większych dzieci oraz najczęstszą przyczyną chorób dolnych dróg oddechowych u niemowląt. W przypadku epidemii, zapalność wynosi ponad 50% (w zbiorowiskach dziecięcych typu żłobki dochodzi do 100%) i jest przyczyną 75% hospitalizacji dzieci z zapaleniem oskrzelików i 25% z zapaleniem płuc.

Co roku wczesną jesienią zaczyna się sezon zakażeń wirusem RS. Jest on najczęstszą przyczyną ostrych zakażeń układu oddechowego. Szczególnie niebezpieczny jest dla dzieci urodzonych przed planowanym terminem. Co roku wirus RS atakuje około 70% niemowląt.

Wirus RS występuje w Polsce sezonowo od października do kwietnia. To najczęstszy wirus powodujący niegroźne kilkudniowe infekcje kataralne u dzieci i osób dorosłych. Jednak wcześniaki, urodzone między 22. a 37. tygodniem ciąży są zagrożone wystąpieniem ciężkiej choroby dolnych dróg oddechowych wywoływanej przez ten wirus. Zakażenie może wystąpić już w pierwszych tygodniach życia maleństwa, ze względu na niedojrzały układ oddechowy i odpornościowy. Dziecko urodzone przed terminem ma nie w pełni dojrzałe pęcherzyki płucne. Stąd ich narażenie na zakażenia dolnych dróg oddechowych jest znacznie większe niż dzieci urodzone o czasie. U dzieci zakażonych wirusem RS bardzo często występują zapalenia płuc i ciężkie zapalenia oskrzelików a także dodatkowe inne powikłania jak:– odma opłucnowa, zapalenie ucha środkowego, zakażenia szpitalne związane z długim przebywaniem dziecka na oddziale neonatologicznym. Zawsze jest to bardzo groźne dla dziecka.



Misiek był obiety programem ze względu na swoje wczesniactwo. Jak narazie jestem bardzo zadowolona, bo podczas podawania leku nie chorowal poważniej. (W styczniu był przeziębiony , ale tylko dlatego , że zaraził go mąż). Podczas gdy wokoło chorują dzieci on jak narazie jest zdrowy. Myślę,  że jeżeli ktoś ma szansę zaszczepić dziecko tą szczepionką nie powinien sie wahać.  wszyscy rodzice z mojej grupy byli bardzo zadowoleni, bo zadne z dzieci nie zachorowalo przez zimę.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Dawno dawno temu...

Niestety wbrew tytułowi postu życie to nie bajka. Bynajmniej nie nasze.
Zaczęło się idealnie. Idealny ślub,  idealne wesele, wspaniała podróż poślubna.  Po 2 miesiącach zaszlam w ciążę.  Wielka radość- to był 3 t.c. na nastepnej wizycie w 7 tyg. Ku zaskoczeniu lekarza a moim jeszcze wiekszym BLIZNIAKI dwujajowe. Niewyobrazalna radość.  Wszystko szlo super az do 25 t.c.
Półtora miesiąca w szpitalu na patologii ciąży i przedwczesny poród.  Dzieciaczki zobaczylam dopiero po ponad 24 godzinach z tego wzgledu że przyszly na swiat o 4 nad ranem a po cc nie moglam sie za bardzo ruszać. Pierwsza wizyta na oddziale byla przerazajaca. Wszedzie kabelki rurki. Dodam że urodzily sie w 31 tyg.  Ważąc synek 1270 i córeczka 1260. I tak oto przez 4 dni byliśmy szczęśliwymi rodzicami dwóch cudownych maluchow. Dziś, po roku od pogrzebu córeczki, nadal ciezko jest mi o tym pisać ale życie biegnie dalej,  bez nas czy z nami. Synek rosnie. Z dnia na dzień zadziwia mnie swoją bystrością.
W tej chwili jestem studentką 2 roku Pedagogiki, mamą i żoną.
Pomino posiadania rodziny nie wyobrazam sobie zamknąć sie w czterech ścianach i nigdzie nie wychodzić.  Nie jestem matką Polką.  Jak wiekszosc mlodych dziewczyn chce sie realizować w pozostałych sferach życia. Mam wspaniałego meza ktory mnie wspiera. Siedząc w domu czuje sie jak w klatce. I tak o to bede w tym blogu przedstawiac moj punkt widzenia na maciezynstwo i kobiecość mam :)